Nie jadłam wcześniej tego kremu, ale jak zobaczyłam przepis to jakoś wiedziałam że znajdzie się dla niego zastosowanie. Lekko zmodyfikowałam ten przepis, bo krem okazał się za słodki- cytryna fajnie zrównoważyła smak. Wyszedł mi bladziutki, lekko anemiczny, ale wciąż pachnący pomarańczami:). Porcja na słoiczek o pojemności 300 ml.
Orange curd
- sok z dwóch sporych pomarańczy
- skórka otarta z jednej pomarańczy(wcześniej dokładnie sparzonej i wyszorowanej)
- 75 gram masła
- 70 gram drobnego cukru do wypieków lub cukru pudru
- sok z połówki cytryny
- trzy jajka (powinny być bardzo świeże)
Wszystkie składniki dokładnie ze sobą mieszamy i stawiamy na ogień. Czekamy aż masło się roztopi i mieszając gotujemy aż zgęstnieje na małym ogniu i uważając by się nie zważyło. By zminimalizować takie ryzyko składniki powinny mieć tą samą temperaturę. Można też ugotować krem w kąpieli wodnej. Podczas stygnięcia jeszcze zgęstnieje. Przechowywać w słoiczku w lodówce.
A o tym co z nim zrobić(oprócz wyżerania prosto ze słoika) napiszę już wkrótce.
P.s Jak widzicie mam nowe logo i design bloga, które to elementy zawdzięczam mojemu Dawidowi:). Ładne prawda?:D
Za to uwielbiam sezon zimowo-świąteczny :) Cytrusy, wspaniałe aromaty... A ten orange curd z chęcią bym zachomikowała :)
OdpowiedzUsuńAnemiczny czy nie, na pewno bosko smakuje! A swieta chyba do konca zycia beda mi sie kojarzyc z mandarynkami.
OdpowiedzUsuńSuper zdjęcia:)
OdpowiedzUsuńgenialny pomysł! ach te smaki, ach te aromaty:D
OdpowiedzUsuńSłodycz pewnie zależy od pomarańczy. Moje nie były zbyt słodkie, więc i krem był OK. Cieszę się, że przepis się przydał.
OdpowiedzUsuńmmm..orange curd;D osobiście uwielbiam też lemon curd, pychota!
OdpowiedzUsuńOj tak.. Pomarańcze to okres świąt w 100%!
Bardzo apetycznie wygląda, nawet, jeśli jest lekko anemiczny ;)
OdpowiedzUsuń