niedziela, 16 grudnia 2012

Cieszyńskie(śląskie) ciasteczka- kakaowe ule

Nie wiem ile z Was, moi drodzy czytelnicy miało okazję gościć kiedyś w pięknym regionie Śląska Cieszyńskiego. To już góry, fajne widoki i naprawdę dobra kuchnia regionalna. Jednak oprócz tradycyjnych potraw na solidne obiady czy kolacje, ma ona też sporo do zaoferowania jeśli chodzi o słodkości. Przez kilka dni będę Wam przedstawiać przepisy na tradycyjne( wpisane nawet w rejestr produktów regionalnych) wypieki. Tradycja pieczenia tych małych słodkości sięga  panowania Habsburgów na terenie Śląska Cieszyńskiego na przełomie XVIII i XIX wieku. Gospodynie piekły te ciastka na uroczyste okazje takie jak święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, ale także na okoliczność wesela czy chrzcin. Zwyczaj ten pozostał do dziś. W przepisach pojawiały się zarówno duże ilości masła, jaj,cukru, bakalii, ale zdarzały się i ciastka z trzech składników.  W bogatych domach wypiekało się nawet ich kilkanaście rodzajów. Są one dość czasochłonne, wymagają dużo bakalii i alkoholu. Dzięki temu jednak mogą sobie spokojnie leżeć nawet miesiąc, bez większych uszczerbków na ich świeżości(o ile przeżyją taki okres czasu;).

Pierwsze, które chciałabym Wam zaprezentować to ule. Żeby takie wykonać niezbędne będą foremki, o takie. Występują one w wariancie z pszczółką lub bez, otwierane i pełne, lekko zaokrąglone i bardziej stożkowate. Jakie wybierzecie- nieważne. Ule robi się w różnych wariantach kolorystycznych co wiążę się z konkretnymi dodatkami do masy tworzącej "szkielet" naszej słodkiej konstrukcji. Widziałam też wersje bez nadzienia, gdzie napycha się całość masą i wyciąga. Ciekawiej jest jednak nadziać- efekt zaskoczenia gwarantowany:). Porcja na 40 uli, przepis pochodzi z notatnika mojej babci.




Kakaowe ule

  • 160 gram zmielonych na pył biszkoptów
  • 70 gram masła lub margaryny
  • jedno białko
  • 100 gram cukru pudru
  • trzy łyżki ciemnego kakao
  • dwie łyżki rumu
Całość ugniatamy w jednolitą masę. Jeśli będzie się kruszyć to trzeba dodać odrobiny masła. Odstawiamy masę do schłodzenia na około pół godziny. Po tym czasie wyklejamy foremki tak, aby obklejone były tylko ścianki. W tym celu bez pomocy palców się nie obędzie. Aby ułatwić wyciąganie ula z foremki możemy ją lekko obsypać cukrem pudrem w środku. Gotowe szkielety odstawiamy i robimy masę orzechową lub  na przykład taki ajerkoniak:
  • puszka słodzonego mleka skondensowanego
  • osiem żółtek
  • 200 ml spirytusu
Mleko i żółtka dokładnie miksujemy. Cienką strużką wlewamy spirytus, cały czas miksując aż całość trochę zgęstnieje. 
Nadziewamy masą lub ajerkoniakiem ula, a wylot zatykamy uciętym na miarę suchym waflem. Dekorujemy w dowolny sposób np. lukrem czy cukrowymi perełkami. Smacznego!


4 komentarze:

  1. jestem z Bielska-Białej, ale nie wiedziałam, że Ule to z Cieszyna:O
    Ale mnie zaskoczyłaś :)
    bardzo fajnie smakują z adwokatem-polecam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne są Twoje ule. :)
    Mam foremki,ale jeszcze ich nigdy nie robiłam.
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń