Sezon na cytrusy w sklepach oficjalnie się rozpoczął. Już można kupić pomarańcze, cytryny, mandarynki, grapefruity i pomelo- takie soczyste i smakujące tym czym powinny smakować. Mnie nieodmiennie zapach pomarańczy i mandarynek kojarzy się przede wszystkim ze świętami, śniegiem, przystrojoną choinką i piernikiem:). Czas tak szybko płynie, że już niedługo cały ten krajobraz będący tłem do aromatu cytrusów stanie się faktem. Już trzeba nastawiać ciasto na piernik. Czymś się pocieszać bo dni coraz krótsze, a drzewa coraz bardziej gołe i smutniejsze.
Nie jadłam wcześniej tego kremu, ale jak zobaczyłam przepis to jakoś wiedziałam że znajdzie się dla niego zastosowanie. Lekko zmodyfikowałam ten przepis, bo krem okazał się za słodki- cytryna fajnie zrównoważyła smak. Wyszedł mi bladziutki, lekko anemiczny, ale wciąż pachnący pomarańczami:). Porcja na słoiczek o pojemności 300 ml.
Orange curd
- sok z dwóch sporych pomarańczy
- skórka otarta z jednej pomarańczy(wcześniej dokładnie sparzonej i wyszorowanej)
- 75 gram masła
- 70 gram drobnego cukru do wypieków lub cukru pudru
- sok z połówki cytryny
- trzy jajka (powinny być bardzo świeże)
Wszystkie składniki dokładnie ze sobą mieszamy i stawiamy na ogień. Czekamy aż masło się roztopi i mieszając gotujemy aż zgęstnieje na małym ogniu i uważając by się nie zważyło. By zminimalizować takie ryzyko składniki powinny mieć tą samą temperaturę. Można też ugotować krem w kąpieli wodnej. Podczas stygnięcia jeszcze zgęstnieje. Przechowywać w słoiczku w lodówce.
A o tym co z nim zrobić(oprócz wyżerania prosto ze słoika) napiszę już wkrótce.
P.s Jak widzicie mam nowe logo i design bloga, które to elementy zawdzięczam mojemu Dawidowi:). Ładne prawda?:D