Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osia próbuje i testuje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osia próbuje i testuje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2013

Takie rzeczy tylko w Tesco!

Pamiętacie? Znacie? Tylu internautów bolało nad ich stratą i wycofaniem z polskiego rynku. Jaka więc była moja radość gdy dziś w Tesco zobaczyłam grzecznie leżący na półce jeden ze smaków dzieciństwa. Czekoladowe gwiazdki mają naklejkę z polskim składem, więc nie są produkowane bezpośrednio na polski rynek. Paczka o gramaturze 130 gram kosztuje 8,99 zł. Jeśli tęsknicie za smakiem tych uśmiechniętych czekoladek wybierzcie się do Tesco! :D


sobota, 4 maja 2013

Penne z suszonymi pomidorami, szpinakiem i mozarellą

Z chwilą nastania temperatur wyższych niż marne dziesięć stopni od razu mój organizm domaga się lżejszych potraw. Już nie kuszą mnie sycące gulasze i gęste zupy. Teraz domagam się warzyw, owoców i jak najmniejszej obróbki świeżych produktów. Czekam z niecierpliwością na młode ziemniaki, czereśnie, wiśnie,  koperek i rzodkiewkę z własnych skrzynek(już wzeszły!). Tymczasem posiłkuję się odrobiną mrożonego arsenału w postaci szpinaku, oraz smaku lata zamknięty w słoiku z suszonymi pomidorami. Ten makaron to idealna propozycja na lekki obiad lub smaczną, letnią kolację. Idealnie będzie też pasować jako ciepła sałatka do mięs. Można ją zresztą uzupełnić o podsmażonego kurczaka, ale w wersji wegetariańskiej smakuje równie wyśmienicie. Do przygotowania użyłam makaronu Arrighi- dobrze się gotuje, idealnie zachowuje kształt i smakuje świetnie;). Przepis dostałyśmy od pani Ani- serdecznie pozdrawiam;).



Penne z suszonymi pomidorami, szpinakiem i mozarellą
  • 500 gram makaronu Arrighi penne rigate
  • dwie kulki mozzarelli bez zalewy
  • 300 gram mrożonego szpinaku
  • około 10-12 listków bazylii
  • 150 gram suszonych pomidorów Ponti+ pięć łyżek oleju z pomidorów
  • sól, pieprz i dwa ząbki czosnku
Makaron ugotować w osolonej wodzie. Mozzarellę porwać na drobne kawałki, wrzucić do miski z rozmrożonym szpinakiem. Bazylię posiekać, pomidory pokroić na drobne kawałki. Gorący makaron wymieszać ze szpinakiem, mozzarellą, pomidorami i szpianakiem. Dodać dwa rozgniecione ząbki czosnku, sól, pieprz. Polać odrobiną oleju z pomidorów i wymieszać. Podawać ciepłe. 



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Lekko pomarańczowa, rustykalna chałka

Jakoś nigdy nie darzyłam zbytnią sympatią ciast drożdżowych. Może dlatego, że ich termin spożycia jest właściwie bardzo krótki, a najlepiej smakują zaraz po upieczeniu. W miarę jednak czasu coraz bardziej się przekonuję do tego rodzaju ciasta. Chałkę lubiłam jednak zawsze. Z masłem i dżemem oraz obowiązkową szklanką mleka lub kakao była kolacyjną ucztą. Teraz gdy potrafię zrobić ją sama smakuje jeszcze lepiej, bo można raczyć się taką cieplutką na, której masło się roztapia. Górę można posypać sezamem, kruszonką, makiem lub tak jak ja- płatkami migdałowymi. Można ją jeść samą, z dżemem, nutellą, twarogiem lub serem żółtym. Znam też osoby, które chętnie zjedzą chałkę z wędliną, ale dla mnie to już profanacja(mimo, że to wypiek niezbyt słodki, właściwie półwytrawny!). Z podanego przepisu piekłam już wiele razy, pierwszy raz natomiast postanowiłam wzbogacić smak o lekko pomarańczową nutę. A to za sprawą skoncentrowanego napoju Sunquick. Widywałam go wiele razy, zawsze jednak omijałam jakoś bez zaciekawienia- może dlatego że generalnie rzadko używam soków do wody itp. To jednak to trochę inna para kaloszy. Po wlaniu do wody nie otrzymujemy wody z sokiem tylko napój pomarańczowy. W smaku przypomina trochę niegdyś kupowane i wyjadane na sucho oranżadki w proszku. Przyznam, że to bardzo pozytywne zaskoczenie. Równie dobrze smakuje na cieście nadając mu delikatny, pomarańczowy aromat.




Lekko pomarańczowa rustykalna chałka

  • 850 gram mąki pszennej+ 150 gram do podsypywania
  • 350 ml letniej wody
  • 100 gram masła
  • 30 gram świeżych drożdży
  • 50 mililitrów skoncentrowanego napoju pomarańczowego Sunquick
  • trzy jajka
  • 90 gram cukru
  • łyżeczka soli
  • jedno roztrzepane jajko+ sezam, mak, kruszonka do posypania
Wodę wlewamy do miski. Kruszymy drożdże, dodajemy cukier, sól oraz 30 ml napoju pomarańczowego. Mieszamy do rozpuszczenia drożdży i cukru. Dodajemy mąkę, jajka oraz rozpuszczone masło. Zaczynamy całość wyrabiać. Wyciągamy ciasto na stolnicę i podsypujemy mąki. Należy wyrabiać je tak długo aż zacznie odklejać się od rąk, nie może jednak być zbyt twarde i zwarte. Odstawiamy wyrobione do wysypanej mąką miski i stawiamy w ciepłym miejscu aż urośnie i podwoi swoją objętość. Po tym czasie wyciągamy ciasto na blat lub stolnicę i dzielimy na dwie lub trzy części. Każdą część dzielimy na pięć kawałków, które formujemy w wałeczki i zlepiamy u góry. Zaplatamy chałkę(ja korzystałam z tego filmiku na, którym idealnie widać każdy krok). Do jajka dodajemy resztę napoju pomarańczowego i po lekkim rozkłóceniu smarujemy pędzlem chałki. Odstawiamy na około 20 minut do wyrośnięcia. Po upływie podanego czasu ponownie smarujemy dość obficie chałki i posypujemy wybranym dodatkiem. Pieczemy 30-40 minut w 180 stopniach. 




niedziela, 28 kwietnia 2013

Słoneczna sałatka z tuńczykiem i suszonymi pomidorami

Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z firmą zajmującą się importem śródziemnomorskich produktów. Na fali tej wymiany maili otrzymałam paczkę z różnymi pysznymi ciekawostkami. Część to produkty dobrze mi znane, inne to rzeczy pierwszy raz przeze mnie jedzone lub pite. Składniki są bardzo uniwersalne przez co problemów z ich skomponowaniem nie miałam. Jako pierwsze z nich wypróbowałam dwa- pomidory suszone na słońcu marki Ponti oraz tuńczyk w oliwie z oliwek Callipo. Kilka słów na temat samych produktów. Suszone pomidory to znany mi wcześniej specjał. Przyznam, nie byłam ich wielką fanką, aż do teraz. Może po prostu nie potrafiłam ich umiejętnie połączyć w zgrany duet z innymi produktami. Te konkretne pomidory mają przede wszystkim nieziemski zapach. Normalnie słońce upalnej Italii zamknięte w słoiku;). Są spore i dość jędrne no i mają piękny czerwony kolor. Tuńczyk to ryba lubiana przeze mnie od dawna. Callipo to firma zaś totalnie mi wcześniej nieznana. Bardzo przyjemny produkt, bez dziwacznego zapachu "kociego żarcia"- jak to już zdążyłam raz usłyszeć. Duże, różowiutkie kawałki utopione w delikatnej oliwie z oliwek. Cudów nie było, musiało powstać z tego coś dobrego. I tak oto podpatrzona u Panny Malwiny sałatka wylądowała i na moim talerzu.



Sałatka z tuńczykiem i suszonymi pomidorami

  • 300 gram ugotowanego makaronu( u mnie spaghetti z obiadu)
  • dwie łyżki kaparów
  • siedem dużych pomidorów suszonych Ponti
  • puszka tuńczyka w oliwie z oliwek Calippo
  • 50 gram sera o wyrazistym smaku(np. cheddar)
  • rozgnieciony ząbek czosnku, sól, pieprz, kilka listów świeżej bazylii
W misce mieszamy makaron, posiekane kapary, pokrojone w dużą kostkę pomidory oraz starkowany na grubych oczkach ser. Tuńczyka rozdrabniamy widelcem i razem z oliwą wlewamy do makaronu. Dodajemy rozgnieciony ząbek czosnku, sól i pieprz, posypujemy całość posiekanymi grubo listkami bazylii. Podajemy.


poniedziałek, 28 stycznia 2013

"Kuchnia polska" Elżbiety Adamskiej, recenzja

Dziś zrecenzuję wam książkę, którą dostałam dzięki uprzejmości portalu www.polska-gotuje.pl oraz wydawnictwa Olesiejuk. W moje ręce wpadła "Kuchnia Polska" autorstwa Elżbiety Adamskiej. Pierwsze wrażenie? Całkiem estetyczna twarda oprawa. Mimo, że książka liczy sobie 479 stron, to jej format jest bardzo poręczny. To duży plus przy takich gabarytach. Papier jest bardzo dobrej jakości. Pierwsza część to ładnie skomponowany indeks nazw potraw- dokładny podział zapewnia, że wszystko szybko znajdziemy.



Książka składa się z następujących działów: SOSY, OCTY, OLIWY, PASTY, MASŁA, PRZYSTAWKI ZIMNE, PRZYSTAWKI CIEPŁE ,PASZTETY, SAŁATKI, POTRAWY Z JAJEK, OMLETY, POTRAWY Z SERA, ZUPY I KREMY, POTRAWY Z WARZYW, GRZYBY, NALEŚNIKI, PIEROGI, POTRAWY Z ZIEMNIAKÓW, KLUSKI, MAKARONY, KASZE, POTRAWY Z RYŻU, RYBY, WOŁOWINA, CIELĘCINA, BARANINA, WIEPRZOWINA, DRÓB, DZICZYZNA, POTRAWY Z GRILLA, DESERY, CIASTA, PRZETWORY, NALEWKI.
Każdy dział oznaczony jest innym kolorem, to kolejne ułatwienie w szukaniu właściwego przepisu.

No i tu niestety pozytywy się kończą. Zaraz po indeksie mamy wstęp od autorki, która porusza w nim przesłanki swoich kulinarnych poczynań i eksperymentów. Zaznacza też, że książka ta zawiera minimum niezbędne każdemu, by samemu zacząć po wykonaniu wszystkich dań eksperymentować. Oraz, że większość potraw jest szybka w przygotowaniu i do zrobienia z łatwo dostępnych składników. No i tu poległam, z kilku powodów. Po pierwsze- książka liczy sobie tysiąc(!) przepisów. Nie sądzę by komuś życia starczyło, by wszystko z niej zrobić. Nie uważam też, że chateaubriand na grzance, kuropatwa z pomidorami albo nerki cielęce w marynacie curry były podstawą gotowania. Patrzę na dział z makaronami, widzę różne jego konfiguracje, ale ani słowa o tym jak zrobić domowy makaron, który w czasach naszych babć był podstawowym dodatkiem do niedzielnego rosołu. Po drugie- mimo naprawdę dobrego dostępu do produktów kiedyś niewyobrażalnych do kupienia, jakoś nie wierzę że grzyby shitake, porto czy polędwica wołowa są tak powszechnie dostępne. Dla mnie nie, na przykład polędwicę wołową mogę kupić tylko po uprzednim zamówieniu (koszt: 92 złote za kilogram!), grzybów shitake nigdy nie widziałam nawet w hipermarkecie. Po trzecie zaś- książka zdaje się jest kierowana do amatorów. Przepisy są jednak tak skonstruowane, że nawet ja czasami miałabym problem. Bo oto czytamy, że coś trzeba włożyć do gorącego piekarnika, ale gorący piekarnik to dla początkującego będzie ten nagrzany do 100 stopni, a dla autorki do 200. 

Zastanawia mnie też skąd ten tytuł. W "Kuchni Polskiej" nie znajdziecie za wiele przepisów na te podstawowe dania naszej rodzimej kuchni, lub potrawy regionalne. Jest kilkanaście przepisów na serniki, ale nie ma przepisu na sernik krakowski. Mamy kilka propozycji podania karpia, ale tego po zatorsku nie znajdziemy. Tych kojarzących się z kuchnią naszego kraju jest tu właściwie garstka- zwłaszcza patrząc na objętość książki. Bardzo rozczarowało mnie odkrycie, że autorka proponuje chłodnik wykonany z barszczu z kartonu, gdzie botwinka występuje w ilości dwóch łyżek. Jak to się ma do tradycyjnej kuchni naszego kraju, tak bogatej, różnorodnej i wartej uwagi?

Na koniec kilka słów o zdjęciach. Część pochodzi od autorki i te są w porządku, mimo że jakością nie powalają. Reszta zdjęć to dramat. Większość pochodzi ewidentnie z banku zdjęć i tego ukryć się nie da. Są czasami tak totalnie niezwiązane z przepisem, że aż w oczy kole. Hitem jest dla mnie to zdjęcie:

Tak, to jest surowa wątroba z cebulą. Na poprzedniej stronie znalazł się przepis na wątróbkę smażoną i to miała chyba być ta analogia.


Totalnie tego nie rozumiem.


Zdjęcie wypieku znanego jako panettone, i choć są w książce przepisy na babki drożdżowe to ta jest jednak  czym innym niż babka szafranowa czy zwykła babka drożdżowa.

Podsumowując: gdyby ta książka trafiła w moje ręce w księgarni, nigdy bym jej nie kupiła. Te zdjęcia nasuwają skojarzenie z czymś robionym na szybko, niedokładnym. Ponadto trudno też uwierzyć, że wszystkie te receptury są tak wielokrotnie wypróbowane.


Tytuł: KUCHNIA POLSKA


  • Strony: 480
  • Rok wydania: 2012
  • Wydawnictwo: Olesiejuk
  • Kategorie: poradniki, kulinaria
  • Oprawa: oprawa twarda
  • Data wprowadzenia: 12-11-2012

czwartek, 27 grudnia 2012

Ze sklepowej półki: Milka caramel

Z pewnością już większość z was myśli o poświątecznej diecie. Zanim jednak zapiszecie na liście postanowień noworocznych to o zrzuceniu co najmniej 10 kilogramów zachęcam was do spróbowania sklepowej nowości, która bardzo mi podpasowała. Już chyba z tysiąc razy pisałam, że jakimś cukrożercą nie jestem, ale za każdym razem gdy widzę jakieś nowe słodycze to nie mogę się oprzeć. Tak będzie i tym razem;).




Co pisze producent?
"Czekolada mleczna z mleka alpejskiego z nadzieniem karmelowym."

Skład:
czekolada mleczna 60%(cukier, miazga kakaowa, serwatka w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, pasta z orzechów laskowych, lecytyna sojowa, aromat), nadzienie karmelowe 40%(syrop glukozowy, woda, tłuszcz roślinny, syrop cukru inwertowanego, cukier, mleko słodzone zagęszczone, sól, aromaty, lecytyna sojowa)

Wartość kaloryczna: 
  485 kcal/100 gram, białko-4,4 gram, węglowodany- 63,0 gram, tłuszcze- 23,5 gram.

Cena:
Batonik o wadze 45 gram kosztował 1,60 zł. Standardowa tabliczka czekolady to koszt ok. 3,60. Osobiście kupiłam w zwyczajnym sklepie u mnie na wsi;)

Co ja sądzę:
No cóż. Okropny skład, bardzo słodkie nadzienie pod warstwą standardowo dobrej czekolady Milka. Ale to takie pyszne! Dobrze, że nie kupiłam czekolady, pewnie wsunęłabym całą bez mrugnięcia okiem. Karmel jest płynny i ciągnący się, słodki i lekko jakby orzechowy w smaku. Polecam wszystkim łasuchom, choć nie za często bo dawka cukrów prostych jest wprost obłędna;).



piątek, 26 października 2012

Ze sklepowej półki: Snickers dark

Kolejna nowość wyłowiona na półce sklepowej. Nie wiem dlaczego, najbardziej w oczy mi się rzucają nowości z działu słodyczy;). Ten akurat batonik wypatrzyłam w Lidlu(swoją drogą można tam już kupić świąteczne słodycze- ach ten chlebek marcepanowy z nugatem!). Co takiego mam do powiedzenia na temat tego produktu?



Co pisze producent?
"Nugatowe nadzienie z prażonymi orzeszkami ziemnymi, oblane karmelem i ciemną, mleczną czekoladą."

Skład:
Cukier, syrop glukozowy, orzeszki ziemne, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, odtłuszczone mleko w proszku, laktoza, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, sól, barwnik(e150d), lecytyna sojowa, zhydrolizowane białko mleka, naturalny ekstrakt z wanilii.

Wartość kaloryczna: 
  490 kcal/100 gram, białko-9,2 gram, węglowodany- 56,5 gram, tłuszcze- 24,8 gram.

Cena:
Z tego co pamiętam batonik kosztował 1,59 zł. Waży standardowe 51 gram. został zakupiony w Lidlu i nigdzie wcześniej go nie widziałam.


Co ja sądzę:
Choć nie pałam jakąś wielką miłością do tego batonu to skusiłam się, myśląc że będzie po prostu mniej słodki niż pierwowzór. Jest to złudna nadzieja, bo moim skromnym zdaniem poza kolorem czekolady baton nie różni się niczym od tego w mlecznej czekoladzie. Tu zresztą też ona jest- tylko że ciemna. Snickers ogólnie ma jedną zaletę- zjadam go przez dwa dni bo jest tak piekielnie słodki. Coś dla fanów tego batonowego nurtu;). Osobiście więcej się nie skuszę, ze względu na tą słodycz i skład gdzie jest właściwie tylko cukier i tłuszcz.



czwartek, 11 października 2012

Ze sklepowej półki: żelki Frugo

Jakiś czas temu na jakimś blogu widziałam, że FoodCare wprowadziło do sprzedaży żelki Frugo. Bardzo byłam ciekawa jak też mogą smakować w takiej formie. Ogólnie zanim się na nie natknęłam w sklepie minęło trochę czasu. Co o nich sądzę? Możecie przeczytać poniżej.



Co pisze producent?
Żelki owocowe o smaku napoju Frugo.

Skład(w przypadku czerwonych):
syrop glukozowy, cukier, sok winogronowy 7%, żelatyna wieprzowa, kwas cytrynowy, kwas mlekowy, zagęszczony sok z granatów, aromaty, barwnik: kwas karminowy, olej roślinny, wosk pszczeli, wosk carnauba

Wartość kaloryczna: 
  343 kcal/100 gram, białko-6,1 grama, węglowodany-79,2 grama, tłuszcze- 0,2 grama

Cena:
Sugerowana cena producenta wynosi 2, 99 zł. Ja kupiłam po 3 złote paczka, na stoisku ze słodyczami w Katowicach. Dostępne w czterech wariantach odpowiadających napojom: zielony, pomarańczowy, czerwony, czarny. Opakowanie zawiera 100 gram.


Co ja sądzę:
 Żelki jak żelki. Serio. Może nie umiem się do końca zachwycić bo choć przy pojawieniu się Frugo ponownie na rynku się ucieszyłam, to pijam je głównie z sentymentu. Trzeba przyznać że smakują wybitnie podobnie do płynnej wersji. Najbardziej posmakowały mi czarne(w postaci napoju też najbardziej lubię), najmniej zielone- są za mało wyraziste. Mają sympatyczny kształt butelek.  Polecam tym co żelki kochają i darzą sympatią napój. Ja chyba wolę jednak od czasu do czasu odgryźć łeb jakiemuś żelkowemu misiowi;).



niedziela, 7 października 2012

Wrócił! KitKat peaunut butter.

Ostatnio będąc w Almie na zakupach przy półkach ze słodyczami natknęłam się na wiele ciekawych rzeczy. Moje oko zawiesiło się jednak na beżowej szacie graficznej opakowania Kitkatów. Ze zdziwieniem, ekscytacją i radością oczom mym ukazał się smak dawno przeze mnie już znany. Masło orzechowe! Był on przed laty w naszym kraju, a potem na długie lata zniknął. To zresztą jedna z niewielu słodkości z masłem orzechowym do nabycia na naszym rodzimym rynku słodyczy. Od razu kupiłam sześć, tym bardziej że były w cenie takiej jak wszystkie. Napisy takie jak skład są po polsku więc sądzę, że to zmiana na stałe.



Co pisze producent?
Kruchy paluszek waflowy pokryty kremem arachidowym, w mlecznej czekoladzie.

Skład:
cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, pasta arachidowa, mąka pszenna, miazga kakaowa, tłuszcz roślinny serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, mąka arachidowa, lecytyna słonecznikowa, sól, aromaty, substancja spulchniająca(wodorowęglan sodu)

Wartość kaloryczna: 
539 kcal/100 gram, białko-8,4 grama, węglowodany-54,8 grama, tłuszcze- 31,4 grama

Cena:
Taka jak wszystkich innych smaków- 1,69 za baton. Osobiście kupiłam w Almie i nigdzie indziej  jeszcze się nie spotkałam. Baton waży 42 gramy.


Co ja sądzę:
Ten baton był moim pierwszym zetknięciem z masłem orzechowym, zanim w ogóle nauczyłam się go używać w potrawach i sama piec. Smakuje tak jak zapamiętałam- jest mniej słodki niż wszystkie inne wersje i to jego wielki plus. Dużo czekolady, całkiem niezła warstewka słonego masła orzechowego plus chrupiący wafelek. Całkiem przyjemny smak gdy mamy ochotę na coś z masła orzechowego, a piec nam się nie chce. Skład taki sam jak we wszystkich właściwie przemysłowych słodyczach- nie ma tu ani pozytywnych zaskoczeń, ani ciężkich rozczarowań.


środa, 3 października 2012

Kamień milowy...w robieniu pizzy.

Niedawno za pośrednictwem portalu "Polska Gotuje" miałam wielką przyjemnośc przetestowac kamień do pieczenia pizzy. Nie miałam wcześniej w domu takiego sprzętu, zawsze bowiem było coś pilniejszego do kupienia. Jednak wciąż ambitnie marzyła mi się pizza z domowego piekarnika smakująca jak ta z dobrej pizzerii. Kamień mi zdecydowanie stworzenie tak owej umożliwił.



Co mówi o produkcie producent?

"Duży kamień ceramiczny do pizzy pozwala na upieczenie dobrze wypieczonej, a zarazem niezwykle chrupiącej pizzy, gdyż dzięki swoim właściwościom w równomierny sposób przekazuje ciepło do ciasta wchłaniając zawartą w nim wilgoć. W zestaw wchodzi okrągły ceramiczny kamień do pizzy, nożyk kółko oraz łopatka do serwowania pizzy."

Estetyka i solidnośc wykonania.

Już po wyjęciu z pudełka w oczy rzuca się, że kamień jest nie tylko przydatną formą w piekarniku, ale i ładnym "naczyniem do podania". Oprócz jasnego kamienia jest też metalowa podstawka co znacznie ułatwia przenoszenie pizzy z piekarnika na stół, bez konieczności szukania deski czy innej podkładki. W zestawie jest też łopatka i nóż-kółko, z troszkę jakby chwiejącym się ostrzem, ale w końcu jest tu tylko miłym dodatkiem. Kroi natomiast dobrze. Kamień jest duży, 30 centymetrów to naprawdę sporo. Co do solidności, to jeśli uda mi się nie zwalić tego cuda na ziemię to pewnie wszystko będzie dobrze:D.

Użytkowanie

Kamień jest stosunkowo niezbyt gruby co moim zdaniem stanowi zaletę. Nie jest dzięki temu ciężki i szybciutko się nagrzewa. Po wyjęciu z piekarnika bardzo długo utrzymuje temperaturę, dlatego też długie trzymanie na nim upieczonej pizzy nie jest wskazane- może się zrobic zbyt chrupiąca. Jednak pizza, którą zrobiłam okazała się byc idealna- cienkie ciasto, umiarkowana ilośc dodatków i chrupiący spód. To jest to co w pizzy lubię!


Pizza wegetariańska
  • 500 gram mąki pszennej
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka cukru pudru
  • paczka suszonych drożdży
  • 300 ml wody
  • cztery łyżki oliwy z oliwek
  • około 250 gram sera(u mnie mozarella, gouda i cheddar)
  • jeden pomidor 
  • pół strączka papryki
  • nieduża cebula
  • pół szklanki passaty pomidorowej+trzy łyzki pesto
  • czarne lub zielone oliwki
  • kilka różyczek brokuła
  • świeże zioła: tymianek, rozmaryn, majeranek
Mąkę przesiac do dużej miski wraz z solą. Drożdże i cukier rozpuścic w 150 ml ciepłej wody(byleby nie byłą za gorąca, bo drożdże umrą!). Poczekać aż się spienią. Wlac do mąki, wraz z resztą wody i solą, dodac trzy łyżki oliwy. Całośc wyrobic(ja wyrobiłam za pomocą robota i specjalnego haka do ciasta drożdżowego). Musi byc gładkie i nie przyklejac się do rąk. Ciasto natrzec łyżką oliwy i trzymac w ciepłym miejscu pod przykryciem około 30 minut. Nastawic piekarnik na maksymalną temperaturę i wsadzic do nagrzania kamień. Kiedy ciasto wyrośnie, rozwałkowac dwa cienkie, okrągłe placki. Kazdy posmarowac pomidorową passatą zmieszaną z pesto. Poukładac warzywa odpowiednio pokrojone i całośc posypac serem. Przełożyc na kamień- na przykład za pomocą wysypanej mąką deski. Zapiekac 10-14 minut w piekarniku na dolnej półce, aż brzeg stanie się rumiany, a ser roztopi. Podawac z sosem pomidorowym i świeżymi ziołami.

Smacznego!




Ogólne wrażenie:

Z całą pewnością gdybym wiedziała wcześniej jak bardzo taki kamień przydaje się w pieczeniu w pizzy to bym się skusiła- polecam kamień firmy "Kilo"- ładny design i przydatne dodatki. 


 

niedziela, 19 sierpnia 2012

Milka Crispello- nowość ze sklepowej półki

Będąc na swoich mini-wakacjach nie mogłam oprzeć się pokusie i wypatrywałam na sklepowych półkach nowości wszelkich branży. Jedną z nich okazały się być właśnie te pralinki. Na stronie producenta nie ma jeszcze na ich temat ani słowa, ale skład i napisy po polsku świadczą o tym, że produkt wyprodukowano na Nasz rodzimy rynek.



Co pisze producent?

Praliny nadziewane kremem o smaku waniliowym i waflem, oblane czekoladą mleczną z mleka alpejskiego.

Skład:

Cukier, tłuszcze roślinne, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, serwatka w proszku, mąka pszenna, maltodekstryna, tłuszcz mleczny, miazga kakaowa, śmietanka w proszku(3,0%), emulgatory lecytyna sojowa, E476; pasta z orzechów laskowych, skrobia ziemniaczana, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, aromaty, olej roślinny, barwnik(beta-karoten), substancje spulchniające(wodorowęglan amonu, wodorowęglan sodu), sól, proszek waniliowy.

Cena:

7,99 zł za opakowanie 150 gram. Każda pralinka jest zapakowana osobno. Osobiście kupiłam w Polo Markecie we Władysławowie, jak jest z dostępnością ów produktu w innych sklepach ciężko stwierdzić ponieważ nigdzie go nie widziałam.

Co ja sądzę:

Nie jestem smakoszem czekolady, dlatego być może lubię czasem się uraczyć Milką. Choć to podobno czekolada kiepskiej jakości to jednak osobiście mi smakuje. Te pralinki nie są jakimś ewenementem. Wafelek jest chrupiący i cieniutki, ukrywa przyjemny, słodki waniliowy krem(dla mnie trochę śmietankowy). Wszystko to zostało oblane czekoladą od fioletowej krowy;) Pralinki są bardzo słodkie, jednocześnie wcina się jedną za drugą. Dla mnie osobiście nie jest to jakaś rewelacja godna polecenia każdemu- jeśli lubicie czekoladę Milka i słodkości bardzo słodkie(masło maślane) to będziecie raczej zadowoleni. Do wyboru jest jeszcze wariant z kakaowym nadzieniem.





niedziela, 29 lipca 2012

Philadelphia serek twarogowy z czekoladą Milką. Współczesny smak dzieciństwa.

Postanowiłam nieco urozmaicić bloga i pisać recenzje tego co mi się w sklepie udało upolować. Dzisiejszy produkt pojawił się już na paru blogach, skusiłam się i ja chociaż jakimś wielkim łasuchem nie jestem. Nie żałuję. Dlaczego, o tym za chwilę.Przedstawiam Wam...

Philadelphia serek twarogowy z czekoladą Milką


Co pisze producent?

 "Delikatny serek twarogowy połączony z prawdziwą czekoladą Milka. Idealny do smarowania pieczywa lub do deserów."

 Skład:

 Ser twarogowy 52%, [mleko, białka mleka, śmietanka, sól, substancje stabilizujące (mączka chleba świętojańskiego, karagen), regulator kwasowości (kwas cytrynowy)], cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, mleko odtłuszczone w proszku, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz mleczny, serwatka w proszku, emulgator (lecytyna sojowa), substancja stabilizująca (E466), wanilina.

Cena:

Około 7/8 złotych za opakowanie 150 gram. Opakowanie zawiera pięć sugerowanych porcji. Dostępny w Carrefourze, Delimie, Almie, Tesco( w tych miejscach go widziałam).

Co o tym sądzę:

Ten serek to dla mnie spełniona obietnica producenta. Konsystencja jest cięższa i bardziej smarowna niż jak w przypadku słonych serków tego producenta. Skład szału nie robi, ale powiedzmy sobie szczerze- tragedii nie ma, wręcz powiedziałabym, że jest znośnie. Smak? Zdecydowanie mniej słodki niż tego typu czekoladowe czy orzechowe mazidła, dla mnie to akurat dobrze. Zapomniany smak dzieciństwa do mnie wrócił. Masło czekoladowe! Czy ktoś pamięta jeszcze ten wynalazek? Jadłam go na dłuugo przed tym jak poznałam smak Nutelli i pamiętam do dziś. Może dlatego tak mi smakuje? Świetnie mi się skomponował na kanapce z owocami. Myślę, że kupiłabym go ponownie choć do najtańszych nie należy.

środa, 11 lipca 2012

Testowanie! Sałatka z sosem tysiąca wysp

Dziś przedstawię Wam efekty testowania sosu sałatkowego. Ogółem muszę przyznać, że z gotowców korzystam bardzo rzadko. Te sałatkowe jednak, pojawiają się okazjonalnie w mojej kuchni. Powód jest bardzo prosty: po co coś faszerować chemią skoro można samemu zrobić lepszą wersję. Chyba, że nie ma się czasu. Ani ochoty. Albo weny twórczej. Lub po prostu chce się raz na jakiś życie sobie ułatwić. Sos tysiąca wysp jadłam do tej pory chyba tylko raz, ale kiedy przyszło do wyboru sosu do testowania wiedziałam że się na paprykowo-pomidorową nutę smakową skuszę. Oto co o swoim produkcie pisze producent(którego zresztą znam i cenię):

Mieszanka przypraw o owocowym smaku z pomidorową nutą zawierająca:
  • Tylko naturalne składniki
  • Bez substancji wzmacniających smak i zapach
  • Bez konserwantów
Proste przygotowanie: tylko 300 ml kefiru.

Przygotowanie jest faktycznie proste, a wersja z kefirem wydała mi się świetnym pomysłem. No i nie pomyliłam się. A oto jak prezentuje się skład produktu:

 Składniki:
Maltodekstryna, cukier, sól jodowana, pomidory w proszku, skrobia ziemniaczana, cytryna w proszku, cebula, białe wino w proszku, gorczyca, olej roślinny, chili, papryka.

No cóż. Nie sądzę, żeby składnikiem każdego naturalnego sosu sałatkowego była maltodekstryna, której osobiście w kuchni nie używam;) Albo skrobia ziemniaczana- ona też nie jest podstawowym składnikiem każdej mojej sałatki. Nie ogarniałam też na początku tych wszystkich składników w proszku, ale stwierdziłam że można to przeżyć bo przecież osobiście sypię na przykład paprykę w proszku do wielu dań.


Co zrobiłam z tym sosem? Przygotowałam sałatkę, która okazała się wyrobem całkiem smacznym.



Sałatka z sosem tysiąca wysp

* kilka garści mieszanki sałat
* jedna nieduża czerwona cebula
* 1/2 ogórka szklarniowego
* dziesięć pomidorków koktajlowych
* 100 gram sera żółtego dobrej jakości( u mnie Bursztyn firmy Old Poland)
* jedna nieduża pomarańcza
* sos sałatkowy Kotanyi "Tysiąc Wysp"
* 300 ml kefiru

Sałaty układamy na dwóch talerzach. Na sałatę kładziemy pomidorki koktajlowe przekrojone w ćwiartki, ogórka pokrojonego w plastry. Pomarańczę obieramy i po pokrojeniu w cząstki również układamy na sałacie wraz z cebulą pokrojoną w krążki. Na koniec ukłądamy pokrojony w kostkę ser żółty. Przygotowujemy sos: zawartość opakowania mieszamy dokładnie z kefirem i odstawiamy na pięć minut. Po tym czasie polewamy sałatkę gotowym sosem i podajemy. 

Smacznego!



MOJA OPINIA

Jeśli chodzi o smak tego sosu to nie mogę mu chyba nic zarzucić. Pachnie i smakuje pomidorami i papryką. Moim kubkom smakowym zdecydowanie przypadł do gustu. Dobrze komponuje się z przedstawioną sałatką i jest bardzo wyrazisty. Gdybym nie przygotowywała sałatki to pewnie nie uwierzyłabym że to gotowiec. Jednak ta maltodekstryna nie pasuje mi za bardzo do naturalności składu.



Kto jeszcze ze mną testował?

http://rozowakuchnia.blox.pl

http://www.mienta.blox.pl

http://mojakuchniamalutka.blogspot.com

http://www.karmel-itka.blogspot.com

poniedziałek, 2 lipca 2012

Zjeść lody i umrzeć. Tralalala cafe- Wrocław.


Wrocław to dla mnie miasto ogólnie obfitujące w mnogość różnych smaków.  Można tu znaleźć knajpkę z jedzeniem każdego regionu świata. Na właściwie każdej ulicy spotykamy kilka lokali gastronomicznych. Ten o, którym napiszę jest bardzo blisko rynku, a jednocześnie ciężko go znaleźć;) Za pierwszym razem poszukiwania niemal skończyły się fiaskiem, ale tak zachęcona entuzjastycznymi recenzjami i uzbrojona w determinację w końcu trafiłam do celu. Budynek w, którym znajduje się „Tralalala cafe”  podobno należy do rodowitego Włocha. Znajdują się w nim różne lokale w tym pizerria, steak house i kawiarnie. Tralalala cafe poznacie po długim ogonku klientów wystającym aż za drzwi. Przynajmniej kiedy przyjeżdżam zawsze są tam dzikie tłumy. No i ciężko się w sumie dziwić.



Wystrój:
Mnie osobiście średnio przypadł do gustu, jest tam po prostu za ciemno jak na moje upodobania. Wolałabym również inną tematykę wystroju. Ale jestem raczej odosobniona w swoich przekonaniach.

Obsługa:
Panie są bardzo miłe, a kolejka mimo sporych gabarytów posuwa się wyjątkowo sprawnie. Aby kupić lody należy najpierw zapłacić w kasie i stanąć w kolejce po wybór smaków.

Prezentacja lodów i smaki:
Wybór jak dla mnie jest naprawdę spory, a smaki zupełnie różne. Można sobie wybrać sorbet, można klasyczne waniliowe lub czekoladowe, ale jest też mnóstwo takich gdzie nigdzie indziej nie widziałam jak na przykład lody o smaku Ferrero Rocher( moje ulubione) czy Kinder Bueno. Lody są nie na gałki, ale na szpachle. Dwa smaki to koszt 6 złotych, w cenie jest też rożek cukrowy oraz kleks bitej śmietany lub nieco polewy(lub to i to;). W kawiarni można dostać jeszcze kawę w różnych maściach i wybór bułeczek i ciast.

Jest z czego wybierać:)


Smak lodów:
Nie byłam nigdy we Włoszech, ale tak dokładnie wyobrażam sobie smak włoskich lodów. Są kremowe, mleczne, idealnie słodkie. Smakują dokładnie tym czym na tabliczce napisano. Ja się w nich zakochałam od pierwszego wejrzenia- a raczej liźnięcia. Lody o smaku Ferrero Rocher smakują idealnie jak krem z owych kuleczek, pełen kawałków wafelka w czekoladzie z orzechami. Sorbety są mocno owocowe choć zdarzają się wersje aż za słodkie jak na przykład arbuzowe. Trochę szkoda że tabliczki są w włoskimi nazwami i nie zawsze da się zgadnąć czym owe lody smakują zanim się nie spróbuje;).

Mmm...Ferrero Rocher, Kinder Bueno i czapeczka z bitej śmietany.




Ogółem uważam że to miejsce warte zwiedzenia, zwłaszcza przez wielbicieli łakoci wszelakich. Każdy łasuch będzie usatysfakcjonowany. Stosunek wielkości porcji do ceny jest bardzo dobry, a lody warte swojej ceny.

Tralalala cafe
Wrocław ul. Więzienna 21
Galeria Italiana